Menu Content/Inhalt
Strona główna arrow Nasze relacje arrow Ukraina byłego premiera
Ukraina byłego premiera PDF Drukuj E-mail
Napisał: Tomasz Kulakowski   

Image65 procent mieszkańców Dowbysza to Polacy, jak inni politycznie podzieleni na pół. Pośród wiejskich gospodarstw jedno się wyróżnia. W nim wychował się Jurij Jechanurow, były premier Ukrainy. 

  Jechanurow rzadko bywa w domu. Gdy się zjawia, podjeżdżają zachodnie auta, ochrona obstawia okolicę. Ulica wiodąca do gospodarstwa jego rodziców jest asfaltowana. Jako jedna z niewielu…

  Dowbysz to "wieś miejskiego typu". Dawniej mieszkało tu 7 tysięcy mieszkańców, dziś liczba ta nie przekracza 5 tysięcy. Dla nas powinien być miejscem bardzo ważnym. W latach 20. Lenin zamierzał wykreować radzieckiego Polaka. Stworzył dwa polskie rejony narodowościowe na terenie ZSRR. Eksperyment nie powiódł się. Stalin kazał wywieźć Polaków w głąb Rosji i do Kazachstanu. Resztę poddano przerażającym represjom. Stolicą jednego z rejonów był Marchlewsk - dziś Dowbysz, dom rodzinny Jechanurowa, którego ojciec jest Buriatem, a matka Polką.
 65 procent mieszkańców to mniejszość polska, co potwierdza spis ludności Ukrainy z 2001 roku. Jednak szacunki te mogą być niedokładne. Pierwsze wrażenie, jakie tu odniosłem - typowa, ukraińska wieś. Parterowe gospodarstwa w kolorach białym, niebieskim i zielonym, ubite, piaszczyste ulice. W centrum miasta "kafe", parę sklepów, dwie dyskoteki, fabryka i betonowe budynki. Do tego dochodzi kościół oraz cerkiew, z błyszczącą, złotą kopułą. Co rusz napotykałem pomniki ku czci radzieckich żołnierzy. Pozostałościami po Marchlewsku jest dom polskiego pana, dawnego właściciela tutejszej fabryki porcelany oraz podstawa pomnika Lenina, z napisem po polsku. Popiersie skradziono w 1991 roku.
 80 hrywien na  miesiąc
Ludzie niewiele rozmawiają o polityce. Wieś jest podzielona na zwolenników "pomarańczowych" i "niebieskich", jednak mają oni ważniejsze problemy. Wielu z nich jest na wczesnej emeryturze.
- Kiedy codziennie kombinujesz, jak tu przetrwać, nie obchodzą cię wieści z Kijowa. Dostaję 400 hrywien miesięcznie, muszę za to przeżyć i podzielić się z rodziną. Wychodzi 80 hrywien na osobę. Na miesiąc! - tłumaczy po ukraińsku miejscowy Polak. Wielu mieszkańców powie to samo. Młodzież ucieka do miasta, jak Walentyna Sytnicka - studentka Państwowego Uniwersytetu w Żytomierzu, Polka mówiąca świetnie po polsku. Wielu jej rówieśników podążyło w te ślady. Ci, co zostali, w większości mają już rodziny lub planują mieć.
Rodzice Walentyny nie znają ojczystej mowy. Ojciec Kazimierz jest deputowanym do rady rejonowej (powiatowej) w Baranowce, stolicy powiatu. Wygląda jak polski szlachcic. Podobnych ludzi nie spotkałem w Polsce. Matka Jadwiga pracuje w fabryce porcelany - jedynym miejskim zakładzie, zatrudniającym jedną dziesiątą mieszkańców.
 - Kiedyś pracowało tu 1800 pracowników, dziś to niespełna 600 - mówi Kazimierz Sytnicki, przez ponad 20 lat dostawca porcelany - wielokrotnie mówi się o zamknięciu fabryki. My, deputowani oraz mieszkańcy robimy wszystko, aby do tego nie doszło. Codziennie przychodzą do mnie ludzie, żaląc się, że miesiącami nie otrzymują pensji. Pieniądze gdzieś się rozchodzą…
 W Dowbyszu działa także chlibzawod - piekarnia Stefana Kuriaty, miejscowego aktywisty, prezesa Stowarzyszenia Polaków im. Jana Pawła II. Znają go i szanują wszyscy w miasteczku. Wielokrotnie pomagał tutejszym Polakom, sprzedając im chleb "na zeszyt". Zatrudnia 42 osoby, z czego 70% - jak twierdzi - to Polacy.
 Temat polskości jest skomplikowany i wymaga głębszej analizy. W skrócie - Polak to katolik i na odwrót. Wyznacznikiem jej jest Kościół. Przede wszystkim tam (oraz w szkole) funkcjonuje polska mowa - jako język liturgii.

TOMASZ KUŁAKOWSKI - Dowbysz, obwód żytomierski
tekst ukazał się 17.08.06 w "Dzienniku Polskim"

 
wstecz   dalej »