Menu Content/Inhalt
Strona główna arrow Artykuły arrow Rosyjska gra o ropę
Rosyjska gra o ropę PDF Drukuj E-mail
Napisał: Tomasz Kulakowski   

Przedłużenie rurociągu Odessa-Brody do Płocka to sprawa dla Polski kluczowa. Inwestycja, wspierana przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone, ograniczyłaby monopol na ropę z Rosji, której zależy na kontrolowaniu dostaw surowca do Europy.

 

Premier Ukrainy Wiktor Janukowycz długo zastanawiał się, czy przyjąć zaproszenie na XVI Forum Ekonomiczne w Krynicy. Zdecydował się przyjechać i dużo na tym zyskał. Zarówno w oczach Polski, jak również UE. Jednak premier Ukrainy, któremu bardzo zależy na dobrych relacjach z Rosją, ma twardy orzech do zgryzienia. Będzie mu trudno utrzymać równocześnie proeuropejski i prorosyjski kurs w polityce zagranicznej.

Warto przypomnieć, że najważniejszym tematem rozmów polsko-ukraińskich w Krynicy była sprawa przedłużenia strategicznego dla Polski rurociągu Odessa-Brody do Płocka. Miałaby nim popłynąć ropa z Kazachstanu oraz Azerbejdżanu - gdzie przed kilkoma dniami przebywał z wizytą Wiktor Juszczenko, a Polska zyskałaby większą niezależność od dostaw z Rosji. O budowie rurociągu mówi się już od wielu lat. Strona polska nie mogła rozpocząć inwestycji za czasów "pomarańczowych" rządów Julii Tymoszenko, a następnie Jurija Jechanurowa. Czy uda się to teraz?

Budowy rurociągu, która ma potrwać minimum dwa lata, wydaje się prostą sprawą. Pieniądze - zdaniem Jarosława Kaczyńskiego - Polska otrzyma z budżetu unijnego, a projekt podobno realizuje już polsko-ukraińska firma Sarmatia. Do tego Kijów i Warszawa mają poparcie administracji amerykańskiej, lecz realizacja inwestycji zależy w dużej mierze od Rosji, która poprzez spółkę gazowniczą Gazprom wywiera ekonomiczny nacisk na Ukrainę. Polega on na nieustannych spekulacjach dotyczących ceny importowanego z Rosji gazu oraz wywoływaniu kryzysów gospodarczych na Ukrainie. Rosja już wielokrotnie prowadziła agresywną politykę "gazową" względem Ukrainy i innych krajów byłego ZSRR. Wprawdzie budowa rurociągu Brody-Płock oraz cena rosyjskiego gazu z pozoru nie mają ze sobą nic wspólnego, jednak gaz jest dla Rosji silnym instrumentem nacisku.

Gazprom chciałby mieć monopol na dostawy gazu do Europy. Jak daleko firma - kontrolowana przez najwyższe władze Rosji - jest w stanie się posunąć, udowodniła już na przełomie 2005 i 2006 roku, kiedy zakręciła kurek z gazem i zażądała natychmiastowej, kilkukrotnej podwyżki cen. Wywołało to kryzys społeczno-ekonomiczny na Ukrainie. Sytuacja powtórzyła się w marcu br., tuż przed wyborami parlamentarnymi. Wyreżyserowane przez Gazprom przedstawienie miało osłabić "pomarańczową" władzę i wzmocnić Partię Regionów Janukowycza. To się częściowo udało. Z kolei przed kilkoma dniami spekulowano o przejęciu przez Gazprom ukraińskiej sieci przesyłania gazu do Europy zachodniej. Co jeszcze wymyśli rosyjska spółka, trudno przewidzieć, lecz apetyt rośnie w miarę jedzenia…

Zdaniem ukraińskich ekspertów, Polska i Ukraina już dawno nie prowadziły tak zaawansowanych rozmów na temat rurociągu Odessa-Brody-Płock. Trzeba wykorzystać wizytę Janukowycza w Polsce i jak najszybciej przystąpić do realizacji inwestycji. Rosja - zdaniem ekspertów - podniesie ceny gazu dla Ukrainy, bez względu na decyzje rządu Janukowycza w sprawie polsko-ukraińskiej budowy.
TOMASZ KUŁAKOWSKI

 
wstecz   dalej »