| Gruzja - egzamin z demokracji |
|
|
|
| Napisał: Tomasz Kulakowski | |
|
Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili zrezygnował z "przyjaźni" z Rosją, którą ostro krytykuje. Wybrał współpracę z NATO oraz Unią Europejską. Natomiast 5 października czeka go egzamin z demokracji. W niespełna pięciomilionowej, górzystej Gruzji znów wrze za sprawą stosunków gruzińsko-rosyjskich. 22 września Saakaszwili podczas forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ ostro skrytykował politykę Rosji wobec Gruzji, której zarzucił "bandycką okupację" oraz zaostrzanie konfliktów w dwóch separatystycznych regionach - Abchazji i Osetii Południowej. Rosja wspiera militarnie te dążące do niepodległości regiony, natomiast stanowisko Tbilisi jest jednoznaczne - Osetia Południowa i Abchazja to integralna część zakaukaskiego kraju. Napięte relacje pogarsza gotowość Gruzji do wstąpienia w struktury NATO, co - zdaniem rosyjskiego MSZ - zagraża bezpieczeństwu Rosji. Prezydent Gruzji ma szerokie poparcie społeczeństwa w sprawach zagranicznych, lecz jest krytykowany za politykę wewnętrzną. Saakaszwili udowodnił, że boi się opozycji, wyznaczając dekretem pod koniec sierpnia termin wyborów samorządowych na 5 października. Data wyborów - początkowo mających odbyć się w grudniu - sprzyja partii proprezydenckiej. Opozycja w tak krótkim okresie nie miała wystarczająco czasu, aby zewrzeć szyki i zorganizować wspólne listy wyborcze. Walka o mandaty dotyczy przede wszystkim stołecznego Tbilisi, gdzie żyje połowa ludności kraju. Analitycy tłumaczą, że prezydent oraz rządząca partia boją się utraty władzy, tym bardziej, że poparcie dla obozu prezydenta zmalało do około 25 proc. Natomiast opozycja obawia się prób zafałszowania przez władzę wyników wyborów. Przed prezydentem trudne zadanie - musi pokazać światu, że rządzi demokratycznie. Wybory będą obserwowane przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone. Warto bliżej przyjrzeć się postaci Micheila Saakaszwilego, będącego jednym z trzech twórców partii opozycyjnej, która pod koniec 2003 roku miała wygrać wybory parlamentarne i tym samym przełamać monopol rządów ówczesnego prezydenta, byłego ministra spraw zagranicznych ZSRR Eduarda Szewardnadzego. Gdy okazało się, że wyniki wyborów zostały sfałszowane, opozycja zorganizowała masowe demonstracje, z finałem w gruzińskim parlmanecie, do którego wdarła się uzbrojona w… róże. Szewardnadze w końcu ustąpił, a prezydentem wybrano właśnie Saakaszwilego. Premier Polski Jarosław Kaczyński, wręczając Gruzinowi na początku września nagrodę dla Człowieka Roku Europy Środkowo-Wschodniej XVI Forum Ekonomicznego w Krynicy, powiedział: - Saakaszwili nie tylko potrafił zmienić bieg wydarzeń Gruzji, ale potrafi z tej szansy skorzystać. Czy Kaczyński miał rację, okaże się wkrótce. Eksperci uważają, że prezydent ma zbyt wiele do stracenia - szczególnie w relacjach z UE oraz Stanami Zjednoczonymi - i nie zezwoli na wyborcze fałszerstwa. Nawet Bruksela nie wyklucza zbliżenia Gruzji do Unii Europejskiej, czego warunkiem jest jednak wprowadzanie reform gospodarczych oraz stabilizacja polityczna. W dalekosiężnych planach Tbilisi stale miesza Rosja. I to się pewnie nie zmieni. |
| wstecz | dalej » |
|---|



