| Kozacka dusza prezydenta |
|
|
|
| Napisał: Tomasz Kulakowski | |
Wiktor Juszczenko aspirował do roli ojca narodu ukraińskiego, kochającego język i kulturę ukraińską, znającego historię i wiersze Tarasa Szewczenki na pamięć. Z "ojca" stał się zwykłym prezydentem - z roztrwonionym kapitałem "pomarańczowej rewolucji". Jednak mieszkańcy Chorużiwki, rodzinnej wsi Juszczenki, cenią go jako człowieka i wciąż pokładają w nim swoje nadzieje.
Pod koniec stycznia Wiktor Andrijowycz Juszczenko będzie obchodził dwie rocznice*. 23 stycznia upłyną dwa lata od otrzymania prezydenckich insygniów, a 31 stycznia zapewne odwiedzi grób ukochanej matki Warwary, pochowanej w rodzinnej Chorużiwce dwa lata temu. Od czasu pogrzebu matki Wiktor Andrijowycz rzadko bywa w tej wsi, położonej w północno-wschodniej Ukrainie, 70 km od Sum, stolicy obwodu. Licząca obecnie ponad tysiąc mieszkańców Chorużiwka w ostatnich latach bardzo się wyludniła. Co trzeci dom jest pusty lub mieszka w nim tylko jedna osoba. Wiktor Andrijowycz podczas jednej z wizyt w rodzinnych stronach stwierdził, że gdyby każdy miał w Chorużiwce piątkę dzieci, wieś nie byłaby tak wyludniona. On sam jest ojcem trzech córek i dwóch synów. Witalina, dziecko z pierwszego małżeństwa, uczyniła już ojca szczęśliwym dziadkiem, natomiast Andrij, Sofijka, Chrystynka i Taras to potomstwo Wiktora i Kateryny, drugiej żony głowy ukraińskiego państwa. Dawniej Wiktor Andrijowycz przyjeżdżał z rodziną do Chorużiwki m.in. na Paschę, prawosławną Wielkanoc. - On wtedy taki swojski, dostępny, zwyczajny. Wita się ze wszystkimi, całuje po rękach, kłania się starszym, zna ich po imieniu. Zawsze do cerkwi przychodzi z rodziną. Podczas "pomarańczowej rewolucji" cztery razy byłam na majdanie. Cały czas przeżywam, co z nim, jak dalej się sprawy potoczą. To Chorużiwka dała całemu narodowi prezydenta, człowieka złotego, nieocenionego - mówi Halina Pokotyło, emerytowana nauczycielka literatury i języka ukraińskiego, która uczyła Wiktora w chorużiwskiej szkole podstawowej.
Kozacy stworzyli podwaliny państwowości ukraińskiej, a dziś ich spadkobiercy po 69 latach komunizmu i 13 latach tzw. sterowanej demokracji potrzebują wspólnych wartości, bez względu na wyznanie, język czy miejsce zamieszkania. Juszczenko próbuje jednoczyć naród, nawiązując m.in. do tradycji kozackiej oraz mitu Tarasa Szewczenki, wybitnego poety i malarza. Na palcu nosi kozacki pierścień.
Witia urodził się 23 lutego 1954 r. w domu wiejskich nauczycieli - Warwary Tymofijiwny oraz Andrija Andrijowycza. W dniu narodzin Wiktora obchodzono radzieckie święto - Dzień Obrońców Ojczyzny, z czego jako chłopiec był dumny: - Napawało mnie to uczuciem, że pisany jest mi los sławnego obrońcy i żołnierza - powiedział kiedyś. Wychowywał się w domu, w którym portret narodowego wieszcza Tarasa Szewczenki stoi na tzw. pokuciu - najważniejszym miejscu w chacie, związanym z kultem ikon. - Każdy naród ma swój mit. Nasz mit narodowy to Szewczenko. To on z XVIII-wiecznych "Małorusów" stworzył pierwszych Ukraińców. Nadał językowi ukraińskiemu rangę narodową. Życie Szewczenki znaczyły pańszczyzna, niewola i więzienie, a mimo to przekazał ludziom wiarę i rozum, które wynoszą go do miana proroka narodu - stwierdził Juszczenko przed laty. Rodzice wychowywali Wiktora w kulcie pracy. Pierwsze zarobione za wypas kóz pieniądze zakopał w polu. Nie mógł ich potem odnaleźć, co uczyniła przy wykopkach matka. Za cenne znalezisko kupiła mu szkolny fartuszek. Gdy Witię dopadało lenistwo, mawiała: "nauczyłeś się chodzić, idź pracować". Halina Pokotyło podkreśla, że Wiktor był grzecznym, spokojnym i kulturalnym chłopcem. Miał dobre oceny. - Kochał literaturę, poprawnie mówił po ukraińsku. Dostawał ode mnie same czwórki i piątki, gdyż zależało mu na nauce. Jestem z niego dumna i kocham jak syna. Cieszę się, że w małym stopniu przyczyniłam się do jego edukacji i wychowania. On jest wierny i małej, i dużej ojczyźnie - mówi. Po ukończeniu w 1971 roku szkoły opuszcza na kilka lat Sumszczynę. W 1975 roku skończył studia w Instytucie Gospodarczo-Finansowym w Tarnopolu. Krótko pracuje jako księgowy w obwodzie Iwano-Frankowskim, następnie zostaje powołany do służby wojskowej na granicy radziecko-tureckiej. Rok później wraca do obwodu sumskiego, by objąć w niewielkim Ulianowsku posadę kierownika oddziału Banku Państwowego ZSRR. Obserwuje rozpad ZSRR w roli bankowca. Oksana Slipuszko w biografii o Juszczence wspomina, że Wiktor Andrijowycz "był człowiekiem ze świeżym spojrzeniem, w nowoczesny sposób patrzył na stare problemy, zawsze miał własny punkt widzenia". To właśnie sprawiło, że Wadym Hetman, prezes Banku Narodowego Ukrainy po odzyskaniu niepodległości zaintersował się młodym bankowcem. W 1993 r. Juszczenko objął posadę szefa banku centralnego. Do jego dokonań należy m.in. pokonanie hiperinflacji, wprowadzenie waluty narodowej - hrywny - oraz stworzenie przejrzystego systemu bankowego. Jednak zanim tego dokonał, w 1992 r. pochował ojca. Andrij Andrijowycz zmarł w wieku 71 lat. - Bardzo go kochałem. Nawet teraz, kiedy patrzę na jego fotografię, ściska mnie serce. Chciałbym mu powiedzieć, jak bardzo go brakuje, poprosić o radę - podkreślił podczas jednej z wizyt w Chorużiwce. Andrij Juszczenko podczas II wojny światowej służył w wojsku ZSRR, wpadł w ręce Niemców i trafił do Oświęcimia jako więzień numer 11367. Budował drogi z Auschwitz do Birkenau i stawiał w tych miejscach baraki. Po wojnie całe życie uczył w chorużiwskiej szkole języka angielskiego. Uczniowie mieli na niego sprawdzony sposób. Gdy przychodziła lekcja angielskiego, dzieci prosiły, aby opowiedział o swoich przeżyciach z czasów wojny. Zazwyczaj te wspomnienia kończyły się łzami nauczyciela, po czym trudno było przejść do wykładania angielskiej gramatyki.
W tym samym czasie również rodzinna Chorużiwka przeobrażała się z "kołchozu w gospodarstwo", jak ujął to Wołodymyr Sapsaj, jeden z założycieli gospodarstwa rolnego "Chorużiwka", były sołtys wsi. - Kiedy w początku lat 90. wróciłem do Chorużiwki, stan wsi był krytyczny. Zadłużenie w wypłatach wynosiło 500 tys. hrywien (ok. 300 tys. zł), ludzie przez dwa, trzy lata nie otrzymywali pensji. Jednak z czasem udało się sprawić, że nasza agrofirma stała się jednym z "przodowników" w obwodzie sumskim - wspomina. Według szacunków obecnie co trzeci mieszkaniec wsi pracuje w byłym kołchozie: - Gospodarstwo funkcjonuje dobrze, średnia pensja wynosi w nim ponad 600 hrywien (niespełna 400 zł), a w innych wsiach tylko 350-400 hrywien. Najważniejsza jest jednak regularność wypłat, co się na prowincji zdarza rzadko - mówi Lidia Petriwna, żona lekarza, która trafiła do Chorużiwki kilkanaście lat temu wraz z mężem, skierowanym do pracy w tutejszej klinice. Złośliwi mawiają, że wysoka pensja jest efektem restrukturyzacji. W miejsce trzech osób pracują dwie, które "dzielą się" pensją zwolnionego pracownika.
Kiedy Juszczenko był premierem, wybudowano 15-kilometrowy odcinek asfaltowej drogi z Nedrychajłowa (stolicy rejonu) do Chorużiwki oraz rozpoczęto budowę domu dziecka. Wzniesiono piękny Chram Andrija Perwozwannoho (cerkiew), odrestaurowano budynki wiejskiej rady, poczty, szkoły, do której uczęszcza dziś ponad 150 uczniów. Sponsorem większości inwestycji był Petro Juszczenko, starszy brat Wiktora, deputowany do ukraińskiego parlamentu. We wsi znajdują się dwa sklepy spożywcze, jeden przemysłowy, bezpłatna stołówka, poczta oraz świetlica. Matka jak ikona - Wiem, że powinienem odwiedzać matkę częściej. Niestety, obowiązki nie zawsze na to pozwalają. Przyjeżdżam raz na miesiąc, raz na dwa miesiące. Witam się potem z matką i nie wiem, gdzie oczy podziać - wyznał Juszczenko. - Mama należy do tego wyjątkowego pokolenia, które przeżyło wszystkie niepokoje XX wieku. Jest dla mnie kobietą przez wielkie "K". Wpatrzony w nią jestem, jak w ikonę. Juszczenko uważa, że błogosławieństwo matki uchroniło go przed śmiercią. W walce o urząd prezydenta nie przeszkodziły mu nawet dioksyny, podane podczas spotkania z szefami Służby Bezpieczeństwa Ukrainy we wrześniu 2004 roku. Choroba uniemożliwiła tylko na miesiąc prowadzenie kampanii prezydenckiej. Zdaniem Mychajła Doroszenki z gazety "Ukrajina Mołoda", która jako jedno z niewielu mediów wspierało w tym czasie Juszczenkę, Wiktor Andrijowycz przeżył próbę otrucia dioksynami ze względu na świetne zdrowie fizyczne i psychiczne. Wkrótce potem wybuchła "pomarańczowa rewolucja" - 23 listopada 2004 roku, tuż po II turze wyborów prezydenckich, uznanych przez społeczeństwo za sfałszowane. W wyniku nacisku społeczeństwa oraz zachodnich dyplomatów Centralna Komisja Wyborcza Ukrainy zdecydowała powtórzyć II turę wyborów. W trzecim podejściu zwyciężył już Wiktor Juszczenko, pokonując Wiktora Janukowycza, obecnego szefa ukraińskiego rządu. W rodzinnej Chorużiwce tylko dwie osoby głosowały na Janukowycza w dodatkowej turze wyborów. Pochylone czoło Kiedy Wiktor Andrijowycz wypowiadał te słowa, mógł tylko podejrzewać, że tydzień później jego matki nie będzie już na świecie. Zmarła 31 stycznia 2005 roku w klinice w Kijowie, w wieku 86 lat. Matczyne serce nie wytrzymało napięcia. Dowiedziawszy się o otruciu we wrześniu 2004 roku syna dioksynami, stan zdrowia Warwary Tymofijiwny bardzo się pogorszył. Gasła w okresie "pomarańczowej rewolucji", kiedy cała Sumszczyna trzymała kciuki za swojego krajana. Przyjaciele Juszczenki mawiają, że dobroć i szlachetność odziedziczył właśnie po matce. W niespełna dwa lata od śmierci Warwara Juszczenko nie doczekała się jeszcze nagrobka. Grób jej męża przypomina inne wiejskie mogiły. Małżonkowie spoczywają obok siebie, Przy grobie rośnie kalina, która otula krzyże zmarłych. Roztrwoniony kapitał Pod domem Juszczenków rozmawiam z jednym z sąsiadów prezydenta, który niesie wiadro ziemniaków. 40-letni mężczyzna ubrany jest w kalosze, materiałowe spodnie i lekko podartą kurtkę. Z ust czuć woń alkoholu. - Juszczenko jest dobrym człowiekiem, ma to po matce. Jednak jako prezydent nie spisał się. W przeciągu dwóch lat wiele stracił w oczach ludzi, ale było to nieuniknione. Musiał przecież porozbijać te oligarchiczne bandy. Wcześniej wspierała go Julia Tymoszenko i inni, którzy poszli swoją drogą. Juszczenko został prawie sam - mówi. Kapitał "pomarańczowej rewolucji" bardzo szybko został roztrwoniony. Jednak celem powstania obozu "pomarańczowych" było wygranie wyborów prezydenckich przez Juszczenkę. Po zaprzysiężeniu Wiktora Andrijowycza na prezydenta obowiązki premiera do września 2005 roku pełniła Julia Tymoszenko. Jednak wewnętrzne tarcia w rządzie oraz zaciekła rywalizacja "żelaznej Julii" z szefem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony - Petrem Poroszenką - spowodowały, że Juszczenko zdymisjonował oboje. Podobno Julia Tymoszenko i tak myślała o odejściu z rządu, aby przygotować się jak najlepiej do wyborów parlamentarnych w marcu 2006 r. W jednym z wywiadów powiedziała, że dymisjonując ją, prezydent zawiódł 20 milionów Ukraińców, którzy "chcieli widzieć nas razem". Przegrywa z premierem Spór na linii prezydent-premier zaognił się, mieszkańcy Chorużiwki zaczęli się martwić o swojego krajana, gdyż wyraźnie przegrywał on polityczne batalie ze swoim imiennikiem. - Ja jestem z dala od polityki. Jednak to nie prezydent jest zły, lecz jego otoczenie. Wszyscy się od niego odwrócili. Wynika to częściowo ze zbytniej dobroci Witii, który ufał swoim doradcom, pragnącym dorobić się na fali "pomarańczowej rewolucji" - mówi Halina Pokotyło. Inaczej sądzi Jewhenia Dmytriwna, pracownica chorużiwskiej cerkwi. - Czy jestem zadowolona z jego prezydentury? I tak, i nie. Ma zbyt słaby charakter, aby rządzić krajem, nie spełnił wyborczych obietnic. Ludziom wcale nie żyje się lepiej. Jednak jest stąd i zawsze będziemy w nim pokładać nasze nadzieje. Dużo nam pomaga, zawsze spyta o zdrowie - zaznacza. - Jaka różnica, kto rządzi krajem? Za Kuczmy tak samo nie miałam pracy, jak i teraz. Życie we wsi nie polepszyło się - dodaje Lidia Petriwna, która wypasa trzy krowy, a na niewielkim poletku sadzi ziemniaki. Żyje głównie z pensji męża. W wyniku spadku notowań Juszczenki poparcie dla proprezydenckiej "Naszej Ukrainy" zmalało nawet w Chorużiwce. Jeszcze kilka miesięcy temu daleka krewna Juszczenki Kateryna Tiutiunyk zarzekała się, że we wsi jest tylko jedna partia, jednak zarówno Blok Julii Tymoszenko, jak i Partia Regionów Wiktora Janukowycza rozpoczęły tu swoją działalność. Ostatnia wizyta - Wiktor Andrijowycz przyjechał na Pokrow z rodziną oraz patriarchą kijowskim i całej Rusi-Ukrainy Filaretem. Zwiedzili świątynię oraz modlili się przy pomniku upamiętniającym Wielki Głód. Prezydent otworzył uroczyście dom dziecka - wspomina Jiwhenia Dmytriwna, wskazując na świeżo poświęcony budynek. Przy betonowej drodze prowadzącej do cerkwi Jiwhenia Dmytriwna przycina drzewka. Zbudowany z czerwonej cegły, pokryty dwiema złotymi kopułami chram może pomieścić 400 osób. Poniżej cerkwi znajduje się pomnik upamiętniający okres Wielkiego Głodu, który w latach 1932-33 został sztucznie wywołany na rozkaz Stalina, w celu "zmiękczenia" broniących się przed kolektywizacją Ukraińców. Zginęło kilka milionów obywateli radzieckiej Ukrainy, a dziś Wielki Głód w świadomości Ukraińców stał się symbolem martyrologii, porównywanym do polskiego Katynia. Jiwhenia Dmytriwna zbiera zeschnięte kwiaty i wypalone świece. Jej buty pokrywa gruba warstwa błota, ubrana jest w wytarte dżinsy i ortalionową kurtkę. Pomnik, obok którego stoimy, z lotu ptaka wygląda jak wielki krzyż, zbudowany z osadzonych pionowo krzyży oraz prostokątnych brył, poprzecinanych krzewami. - Te krzaki symbolizują właśnie Wielki Głód, gdyż wtedy ludzie jedli wszystko, co nadawało się do zjedzenia przez zwierzęta, nawet suche łodygi - zamyśla się Jiwhenia Dmytriwna, spogląda na chram, którego budowę również sfinansował Petro Juszczenko. *** Dom Juszczenków stoi dziś pusty. Na podwórku pasą się gęsi, kury i indyki. Nie można zajrzeć do środka, gdyż opiekun domostwa Mykoła, znajomy Wiktora z dzieciństwa "gdzieś we wsi jest, ale nikt nie wie, gdzie" - mówią sąsiedzi. TOMASZ KUŁAKOWSKI (Chorużiwka) * Autor odwiedził Chorużiwkę w połowie grudnia 2006 roku. Tekst ukazał się w DZIENNIKU POLSKIM we wtorek, 16 stycznia 2007 roku. www.dziennik.krakow.pl |
| wstecz | dalej » |
|---|




Wiktor Juszczenko aspirował do roli ojca narodu ukraińskiego, kochającego język i kulturę ukraińską, znającego historię i wiersze Tarasa Szewczenki na pamięć. Z "ojca" stał się zwykłym prezydentem - z roztrwonionym kapitałem "pomarańczowej rewolucji". Jednak mieszkańcy Chorużiwki, rodzinnej wsi Juszczenki, cenią go jako człowieka i wciąż pokładają w nim swoje nadzieje.
Kozacki przysiółek
Urodzony w święto
Z kołchozu w gospodarstwo
Hojność brata